kontakt: kuba.libre
USUŃ @poczta.fm

zapiski gracza w domino

dlaczego?

piątek, 07 kwietnia 2017

zagrałbym w domino (może z widokiem na morze) zamiast siedzieć w pracy, zrobić pranie, poodkurzać, pójść do dentysty, pouczyć się hiszpańskiego, oczekiwać w kolejce u lekarza, wyczyścić akwarium, wynieść śmieci, załatwić coś w urzędzie, być zmuszonym słuchać diskopolo, uprawiać dżoging, posprzątać stół w kuchni, poćwiczyć na siłowni, napełniać zmywarkę, iść do galerii handlowej na zakupy…
ale każdy ma swój krzyż
więc alleluja i do przodu, bracia w czilałcie!

piątek, 25 listopada 2016

W czasie sprowokowanego przeze mnie wielorodzinnego wieczoru gier świetlicowych gdzieś w głębi lasu zagrałem w Mugginsa z kompletnym zółtodziobem. Moja kontrolowana wygrana (o zgrozo na trzeźwo) po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że tę grę należy polecać wszystkim, którzy uważają domino za grę totalnie losową i wymagającą tylko tępego wykładania kamieni. Paradoksalnie stosowanie porad Miszcza Jędrzeja uczyniło mnie wprawdzie niezwyciężonym… ale i wynudzonym. Ponieważ pycha zawsze kroczy przed upadkiem już po tygodniu tęskniłem za tą sielankową rozgrywką. W kolejny łikend zasiadłem bowiem do partyjki na śmierć i życie w formule 5’n’3. Przy tej grze punkt ściele się gęsto a gdy naprzeciwko mnie wrogą dystrybucją kamieni na stół zarządza Kolega Makgajwer to dzieje się to rytmie serii z karabinu maszynowego więc strach się bać! I dobrze, że chłodziwem był mix #gorzka_żółądkowa + #gorąca_herbata. I to było prawdziwe Domino Nite…

Alexander Millar - Dominoes Nite

piątek, 21 października 2016

Kuba nie widzi świata bez domina. Świat Kuby musi być „zdominowany”. Kuba jest Libre, gdy może w domino grać: po polsku, dominikańsku, kubańsku, czy jamajsku; to prawdziwy pasjonat tej gry, domino jest dla niego... No właśnie czym jest dla niego czyli dla mnie domino? Odpowiedź na to pytanie i inne znajdziecie czytając Efekt domina czyli  wywiad, w którym Pan na Karaibach (o którym było w ostatnio) próbował ogarnąć: Why Kuba, why? Prawie dwa tygodnie wymiany maili pełnych myśli nieuczesanych złożył w gramotną całość pachnącą dominowym glamour&chic. Muchas gracias wywiadobiorcy za całość a szczególnie za to co było, jak to określił, off the record. Na pewno będę co jakiś czas odnosił zarówno do tego co w wywiadzie było napisane jak i zapisane nie zostało. Zacznę już za tydzień lub dwa...



piątek, 18 marca 2016

„Tak więc pabitel to człowiek, przed którym piętrzy się nieustannie ocean natarczywych myśli. Jego monolog płynie bez przerwy, raz jak rzeczka podziemna w jamie myśli, kiedy indziej zaś wycieka ustami. (...) Pogrążony w swym monologu wewnętrznym, obnosi się z nim po świecie jak paw z pięknymi piórami. Kiedy nie toczy rozmowy z innymi, pabitel wiedzie ją sam ze sobą, przekazuje informacje o sprawach, których znaczenie wyolbrzymia, zmienia i przekręca, gdyż pabitel filtruje rzeczywistość przez diamentowe oczko inspiracji. (...) Pabitel potrafi uatrakcyjnić swe komunikaty nożyczkami, ucinając w pewnym momencie rozmowę, by przejść do czegoś z całkiem innej beczki. Umie utrzymać w napięciu temperaturę i temperament tekstu, którego czuje się bohaterem”.
Bohumil Hrabal - O pabitelach.

Gram w domino, żeby odpocząć od swojego uporczywego, obsesyjno-kompulsywnego, chorobliwego  gadulstwa. Domino usprawiedliwia moje milczenie. Gram i mogę nie mówić. Bo gram.
Uświadomiło mi to uczestnictwo w dwugodzinnym popisie gadulstwa w wykonaniu profesjonalnego pabitela niejakiego Piotra Bautroczyka (pisownia nazwiska zgodna opisem na bilecie uprawniającym do uczestnictwa w występie rzeczonego artysty estradowego).
Wierzę, że gdzieś leżą już na stole kamienie czekając na moje milczenie. W milczeniu.

piątek, 27 listopada 2015

Ostatnio kopnął mnie zaszczyt i pod jednym z wpisów pojawił się komentarz. Oczywiście był to komentarz spamerski zawierający link do strony z grami. Przypomniało mi to, że wielokrotnie proponowano mi zamieszczanie linków do portali hazardowych. Z punktu widzenia mechaniki gry domino jest grą hazardową gdyż o wyniku decyduje w dużej mierze szczęście w dobieraniu kamieni. Z socjalnego punktu widzenia za grę hazardową uważa się gry rozgrywane na pieniądze. W większości państw europejskich prawo określa jakie gry są hazardowe. Państwo sprawując nad tym nadzór, czerpie korzyści z gier hazardowych w jakie pozwala grać swoim obywatelom. W kulturze europejskiej domino to gra dla dzieci więc rozgrywana są dla czystej rozrywki i familiarnego spędzania wolnego czasu. Ale w przeszłości na starym kontynencie grano w domino na kasę. Prawdopodobnie takie źródło ma gra Nos, której opis niedawno reaktywowałem na moim blogu. Dla mnie o jej hazardowym charakterze świadczy sposób punktacji, który prowadzony jest za pomocą żetonów. Moim zdaniem żetony przy grze w domino są ciekawą alternatywą dla klasycznej punktacji na kartce papieru i nadają domowej, dominowej potyczce odrobinę gangsterskiego charakteru.

Powyższe żetony to pamiątki dla turystów: po lewej żeton z historycznej stolicy hazardu Monte Carlo a po prawej – z Las Vegas czyli obecnej, światowej stolicy hazardu.

Jako gracz nie pochwalam gry na pieniądze. Interesuję się tym tematem ze względów szeroko pojętej antropologii kulturowej. Dostrzegam jednak zagrożenia jakie niesie ze sobą hazard. Dlatego nie mam szacunku do osoby publicznej, która reklamuje zakłady bukmacherskie. A jeszcze tłumaczy, że taka rozrywka nie może stać się uzależnieniem od hazardu. Jasne bo przecież „dobrego karczma nie zepsuje, złego kościół nie naprawi”. Jednakże „unikanie okazji do grzechu jest najłatwiejszym sposobem na uniknięcie samego grzechu”.

Tagi: domino hazard
04:49, domino-gry , dlaczego?
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2015

. w XIX wieku Paryż wyznaczał trendy w modzie dla całego zachodniego świata; dlatego domino - podówczas najmodniejsza gra francuskich kawiarni - stało się ulubioną rozrywką całej Europy...

. nie wyobrażam sobie, że idę pograć w domino do paryskiej knajpy a tam ktoś wygarnia do całego zgromadzonego towarzystwa z kałacha!

. dlatego tym bardziej dziś kupię bożole nuwo aby czcić europejskie wartości przy partyjce domina...

Tagi: domino
06:08, domino-gry , dlaczego?
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 października 2015

Medytacja tak zalecana ludziom pierwszego świata potocznie kojarzy się siedzącym w pozycji lotosu buddyjskim mnichem. A przecież medytować można wszystko: kierowanie samochodem, grę w domino, jazdę na snowboardzie lub na rowerze. Medytacja to w pełni świadoma i skierowana na bieżącą chwilę uważna obecność. Wsiadając do samochodu staram się zwolnić myśli, uśmiechając się w środku czesia, nie myśleć co była lub co będzie, być tu i teraz. Lazy Driver. Siedząc na ośnieżonej górce nie myślę, że muszę za wszelką cenę wyjeździć karnet. Siedzę i patrzę jak inni się wypierdzielają. Easy Rider. Wsiadam na rower nie dla łikendowego wpisu w księdze ryjów czy kolejnych kiłometrów w endomondo. Niespiesznie jadę na pocztę, na targ albo na ryby. I może się zdarzyć, że spotkam po drodze kumpli grających akurat w domino i zasiądę do gry… Żeby pomedytować!

Tagi: domino
05:03, domino-gry , dlaczego?
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 września 2015

Dostałem maila z pytaniem czy polecam jakąś grę w domino na PCeta? Nie potrafię nic polecić bo nie grywam w ten sposób. Bo dla mnie domino to pretekst żeby spotkać się z przyjaciółmi lub spędzić miły wieczór w rodzinnym gronie... 

Ale zdaję sobie sprawę, że gra na komputerze w domino jest ciekawą alternatywą dla tych wszystkim, którym trudno znaleźć współgraczy oraz dostateczną ilość czasu aby cały wieczór poświęcić na dominowy chilałt a mają ochotę na szybki odstresowywacz w postaci trzyminutowej dominowej partyjki . Dlatego chętnie zamieszczę na moim blogu recenzję gry komputerowej w domino. Zachęcam więc do nadesłania takowej na maila podanego na szpalcie bocznej. Za wzór może posłużyć recenzja gry Domino Fever.

Tagi: domino
10:09, domino-gry , dlaczego?
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 kwietnia 2015

Gdy dostrzegam ogarniające mnie szaleństwo idę z kumplem do knajpy żeby pograć w domino. Córka moja nazywa to „tour de domino”. Zaliczamy bowiem rytualnie parę knajp. Na początek w jednej pijemy „befora”.  Potem szukamy dominowej meliny czyli przytulnej knajpy ze stolikiem idealnym do gry. To jest niejako nasza główna, dominowa miejscówka. Wracając wstępujemy tu i ówdzie i „na stojaka” strzelamy „shota” albo dwa, żeby osłodzić smutek powrotu.  Jedźmy nikt nie woła…

Marzy mi się knajpa, w której czekałby na nas „pod barem” komplet do gry w domino: pudełko kości, kribydż i podkładka do gry. Dotychczas nosiłem tylko domino. Ostatnio wziąłem dodatkowo składany, podróżny kribydż. Dotąd zapis prowadziliśmy na papierze. Ale skoro grywamy w Fifty-Three (bo grywa w nią następny w kolejce do brytyjskiej korony czyli książę Karol) to należy nam się odrobina klimatycznego luksusu w stylu vintage. Docenił to mój przeciwnik. Myślę, że również docenili to panowie wyglądający na anglojęzycznych menadżerów z pobliskiej strefy ekonomicznej. Wpadli po robocie na „szybkiego malucha przy barze” i przysięgam, parę razy zerknęli na nasz stolik. Prezentując kribydż mojemu sparingpartnerowi miałem też inny, chytry plan: mam nadzieję, że zmajstruje jakiegoś wypaśnego kribydża pasującego do klimatu „tour de domino”.  

zdjęcia znalezione na: http://pub-games.blogspot.com

piątek, 11 lipca 2014

Moim ulubionym sposobem gry w domino partnerskie (czyli dwóch na dwóch) jest wywodząca się z Jamajki konwencja SIX-LUV. Chodzi w niej o to, że zwycięża para, która wygra jedno po drugim 6 rozdań. Fajna formuła bo można grać całymi wieczorami i remisować. Bo w końcu ważne jest żeby gonić króliczka... Myślałem tak dopóki pewnego piknikowego poranka nie zasiedliśmy do pojedynku „baby na chopy“ i nasze szanowne połowice nie wygrały z nami 13-tu rozdań po kolei. Podwójne 6-luv. Gdybyśmy grali na Curacao to musielibyśmy na pobliskim drzewie zostawić nasze buty (zobacz wpis Kurakao).
Przypomniałem sobie o tym po meczu Niemcy-Brazylia. Było 6-luv a skończyło się 7:1. Być może Niemców byłoby stać tego dnia puścić Brazylijczyków w skarpetkach czyli wygrać 10:0. Ale to brzydko kopać leżącego. Niemiecka masakra pił(k)ą nożną.
Nasze żony wspominają swoją piknikową viktorię każdorazowo jak zasiadamy do domina. Ale nie zrażamy się bo wygrywa w nas amor pelo dominó. Wiem, że zdobycie kolejnego miszcza miała być dla Brazylii „lekiem na cało zło“. Dziś już wiadomo, że gospodarze nie zdobędą na kończącym się turnieju szóstej miś-czoskiej gwiazdki. Ale mam nadzieję, że ostatecznie w ich sercach zwycięży amor pelo Brasil.

 
1 , 2 , 3