kontakt: kuba.libre
USUŃ @poczta.fm

zapiski gracza w domino

rum

piątek, 21 lipca 2017

Czech, żeby robić nic idzie do piwiarni i… pije piwo. A Kurd? Analogicznie: idzie do czajchany i… pije czaj. Lecz czajchana to nie nasza herbaciarnie. U nas to  raczej miejsce dla małolatów, chcących poplotkować kobiet lub pary zakochanych. Tam do czajchany niewiasty mają wstęp wzbroniony. Młodzież też nie jest tam raczej mile widziana. Czajchana przypomina raczej dom gry dla panów w sile wieku: świeżo parzony czaj to pretekst, żeby pograć w domino lub tryktraka. Nie jest to jednak szulernia a raczej klubokawiarnia. Bowiem hazardu zakazują tam surowa wiara i obyczaje. Pomieszczenie wypełnia gwar męskich rozmów i śmiechów, w którym nikną odgłosy kładzionych na stołach kamieni domina oraz toczących się po drewnianych planszach kości. Gdzieś w kącie szumi telewizor a ze zdjęć na ścianach przyglądają się obecni i dawni herosi. Trochę tak jak w sali do języka polskiego obwieszonej podobiznami tuzów naszej literatury, a która popołudniami robiła za szkolną świetlicę. Bo czajchana to nie jest elegancka nowojorska knajpa lub lanserskie bistro ze paryżewa. Tutaj nie trzeba rezerwować miejsc na tydzień naprzód. Tanie, plastikowe, ogrodowe krzesło znajdzie się dla każdego pana, który chce napić się herbaty i spróbować swych sił przy dominowym stole.

20:20, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 czerwca 2016

Z Grecji przyjechało z nami upalne lato. Na taką okoliczność przyrody do partyjki domina polecam yerbę na zimno czyli terere. Zimnoparzenie można stosować również do tradycyjnej herbaty. Otrzymujemy herbę o znacznie delikatniejszym, gładszym oraz słodszy smaku. Zimna lub lodowata woda wyciąga z liści herbacianych całkiem odmienny balans smakowy ale również znacznie mniej goryczy. Yerbę parzę wodą z zamrażalnika w specjalnie kupionym do tego celu stalowym kubku. Zalewam, trochę czekam i siorbię cichutko przez rurkę. Ale można oczywiście siorbać zimnego browara...

piątek, 17 czerwca 2016

Łączenie wina z potrawami to sztuka wypracowana w ciągu wieków przez znawców wina i mistrzów sztuki kulinarnej. Jakie więc wino dobrać do partyjki domina? Najlepiej takie, do którego nie potrzeba kieliszków ale wystarczą szklanki. W Grecji przy wyborze posługuję się taką regułą: prawdziwy dominowy nektar będzie tani oraz powinien mieć na nalepce opisy tylko po grecku. O ile kolor wina można poznać wzrokowo to w celu właściwego doboru przygotowałem sobie mikro słowniczek winiarski grecko-polski.

Przykłady

półsłodkie stołowe czerwone wino

wino
czerwone wytrawne stołowe

Mało doświadczonym na pewno będzie smakował jakiś Imiglykos (ημίγλυκος). Osoby z pewnym obyciem winiarskim zapewne wybiorą jakieś wino wytrawne (ξηρός). Ale prawdziwi twardziele powinni sięgnąć po wino Retsina (Ρετσίνα).

Tagi: domino wino
20:45, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2015

jestem miłośnikiem kawy zbożowej z kawiarki; zacząłem ją tak parzyć bo pozazdrościłem żonie tego łykendowego rytuału porannej kawy; bo rozpuszczalna zbożówka wydawała mi się taka dziecinnie-kolnijna a ja chciałem, pragnąłem żeby moja zbożówka była taka siermiężno-szwejowa; jednym słowem żeby „kłuła-w-janka”; a desperacka próba zaparzenia takiej kawy w metalowym, łesternowym czajniku, w którym dotychczas przyrządzałem kawę rozpuszczalną, zakończyła się erupcją fusów; polecając innym przygotowywanie nieśmiertelnej kujawianki w makinetce mam na koniec jedną ważną radę: zbożówką wypełniamy tylko połowę filtra na kawę! ale dodatkowo można dodać przyprawy: cynamon, kardamon, goździki; i pić z mlekiem, i posłodzoną miodem; wspaniały dodatek do dominowej partyjki w stylu wintidż...

zbozowaidomino

piątek, 24 października 2014

– Pucharek wina? Białe, czerwone? Wina jakich krain zwykł pan pijać o tej porze?
– Najuprzejmiej... jestem niepijący...
– Szkoda! Zatem ma pan może ochotę na partyjkę kości? Czy też woli pan jakąś inną grę? Karty, domino?
– Nie gram – odrzekł umęczony już bufetowy.
– To bardzo źle – stwierdził gospodarz. – Cóż, jeśli wolno, przyzna pan, że kryje się coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie albo są ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia. Co prawda zdarzają się wyjątki. Wśród tych, z którymi wypadało mi ucztować, zdarzali się od czasu do czasu niewiarygodni szubrawcy!

fragment rozmowy Wolanda z niepijącym kierownikiem bufetu z teatru Varietes, który swego czasu oferował jesiotra drugiej świeżości (Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata”)

Tagi: domino
08:22, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lipca 2014

W lipcu pojawia się na parapecie żinżinio według mojej żony. 1,5 kilograma wiśni. 1 litr wódki (lub rumu). Zero cukru. Zero pestek. Można zlewać po 2 miesiącach. "Pijane" wiśnie najlepiej smakują w postaci czekoladowego fondue. Ale ja wolę je powtórnie zalać okowitą i poczekać aż zimową porą pojawią się znajomi na domino. Wtedy drugie zalanie dobrze wchodzi jako Cherry Libre czyli wiśniówa 2.0 z colą. Pierwsze, dziewicze zalanie wzorem Portugalczyków można zagryzać kostką czekolady. Tam żinżinio podaje się w czekoladowych kieliszkach. À sua saúde! 

Tagi: domino rum
19:22, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 listopada 2013

Postpegerowska wieś w haitańskim wydaniu to osiedle budek zbudowanych z-czego-się-tylko-da z przewagą byle-czego i blachy falistej, w pobliżu nieczynnej obecnie rafinerii trzciny cukrowej, należącej do pana zza wielkiej wody. Jej mieszkańcy jedyne czego mają w nadmiarze to słońce i dużo wolnego czasu. Więc spędzają słoneczne dni leniwie konsumując miejscowy samogon przy wtórze stukotu dominowych kości, kładzionych na stole wykonanym specjalnie do tego celu. I właśnie taka sielanka utrwalona jest w jednym z odcinków nowej serii programów podróżniczych „Boso”. Domino pojawiało się już w starszych odcinkach, gdy nazywało się to „Boso przez świat”. Ale pierwszy raz jest jednym z ważniejszych motywów a dominowymi kamieniami szeląta sam autor-podróżnik. Dominowy melanż wciąga go tak bardzo, że konsumuje przy tym miejscowy rum, którego tajniki produkcji pokazuje i objaśnia w sposób tak szczegółowy, że widz czuje zapach gyrującego zacieru (…) salud, amor y dinero!

(...) z żalem stwierdzam, że mnie Karaiby według bosonogiego podróżnika rozczarowują: sztampa i stereotypy okraszone wyeksploatowanymi w poprzednich seriach żartami; ślamazarne tempo wzmacniają jeszcze dłuuuuugie reklamy w środku programu; ciągnie się to jak guma ze majtek: z 6 odcinków powinno się zmontować co najwyżej 2 (...) przyznaję, że „Boso przez świat” obudziło moje zainteresowanie dalekimi krajami: zacząłem oglądać programy podróżnicze, sięgnąłem po takowe lektury, byłem na spotkaniach z autorem; rozwinąłem się i oczekiwałem, że program „Boso” też się rozwinie, stanie się wersją 2.5 programu "Boso przez świat"; niestety tak się nie stało, co zwiastowało odejście cyklu z telewizji publicznej; w XXI wieku kto stoi w miejscu ten się cofa: z TVP do TV Plus (...)

Tagi: domino rum
17:20, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 sierpnia 2013

Gra o nazwie Virtual Stone kojarzy się z legendarnym piwem 10,5. Bo dwaj gracze używają do gry 21 kamieni czyli po 10,5 na głowę: gramy bez dubletów, które służą do prowadzenia punktacji. Bo wygraną zapewnia zdobycie 10,5 punktu: wygranie pierwszego rozdania to 0,5 punktu, drugiego - 1 punkt, trzeciego -2 punkty itd.



Piwo 10,5 zwiastowało nadchodzącą erę eurolagerów. Nagle zniknęło i z czasem narodziła się miejska legenda o jego fantastycznym smaku. Należy przypisywać to raczej fenomenalnej kreacji wizerunku marki aniżeli jakimś szczególnym walorom smakowym samego napoju. Mistrzowska i nowatorska kompania reklamowa, która uczyniła z tego piwa najbardziej rozpoznawalny produkt ówczesnego rodzimego piwowarstwa, miała na celu pozyskanie nowej grupy docelowej: młodzieży. Zamiast upijać się wódką jak ich ojcowie w czasach PRLu, młodzież polskiej ery transformacji miała wchodzić w dorosłość podchmielona w rytmie 10 i pół. I to zapewne dla nich (obecnie mających lat 39 i pół) tego lata legenda powraca: pojawiła się już ponoć w sprzedaży limitowana seria czteropaków 10,5. I co na to EB największy ówczesny konkurent 10 i pół? Bo EB jest ponoć cały czas produkowane w Elblągu ale tylko i wyłącznie na eksport. Podobno pewien specjalistyczny sklep z piwem sprowadził parę skrzynek EB z Niemiec. Piwo cieszyły się zainteresowaniem przez przysłowiowe „15 minut” a potem ostatnie butelki sprzedawano poniżej kosztów własnych. Czy i w tym wypadku legenda sięgnie bruku?

Tagi: domino rum
20:26, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 lipca 2013

40 lat minęło od czasu gdy ekipa młodych ludzi sprzedawała wino na lokalnym festynie w jednym z baskijskich miasteczek. Interes szedł kiepsko bo wino było cokolwiek skwaśniałe. Dla zabicia cokolwiek okrutnego smaku wymieszali je z colą i taki wynalazek sprzedawali pod naprędce wymyśloną nazwą Kalimotxo, będącą zlepkiem ksywek dwóch kolesi z ich imprezowej załogi. Z czasem ten zacny drink stał się ikoną hiszpańskiej subkultury młodzieżowej i z hiszpańska znany jest jako Calimocho. Obecnie można go wysączyć w nowojorskim barze z lodem udekorowany plasterkiem cytryny. Ale najlepiej smakuje w wersji plażowo-plenerowej wymieszany w plastikowej torbie na zakupy. Wiem, że dla prawdziwych purystów smaku taki drink to profanacja ale jest to przecież taka sangria dla ubogich do spożycia na boso a nie w wizytowych, włoskich butach. Dlatego ten plebejski napój leniwie sączony z plastikowych kubeczków idealnie wpasowuje się w klimat wieczornego dominowania na plaży w czasie letniej kanikuły. Ergo bibamus!

Tagi: domino rum
18:03, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 grudnia 2012

W czasach gdy najlepszym przyjacielem stał się telewizor to on informuje a w zasadzie reklamuje nam, że zbliża się „czas smacznej choinki”. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś wiedziałem, że „coraz bliżej święta” bez reklamy pewnego słodkiego napoju gazowanego. W tym roku „40 lat minęło i jeden dzień” gdy w czasach Edwarda Pożyczkobiorcy rozpoczęto produkcję (oczywiście na kredyt ) tego „imperialistycznego świństwa”, jak zgodnie nazywali i nazywają ten produkt zarówno prawdziwi islamiści jak i komuniści. Nie przeszkadzało to jednak rewolucjonistom kubańskim zmieszawszy go z rumem (i kroplą limonki) wznosić toast: Cuba libre! Po upadku Ediego wszechmocny gen. Spawacz nie zakazał ani nie rozkazał sprzedawać na kartki tego napoju więc piliśmy go (i jego rodzime surogaty) na osłodę szarych lat 80-tych bo byliśmy przekonani (powtarzając za Agnieszką Osiecką) „że to jest to”. To było tak jakby ktoś zamknął w karbowanej butelce wolność i podobnie jak bohaterom filmu „Kingsajz” każdy łyk przedłużał chwile bytu w normalnym rozmiarze. A ponieważ ta marka lubi być utożsamiany z czymś pozytywnym więc korzystając z pozytywnych skojarzeń wykreowała wizerunek komercyjnego Mikołaja. Świadomie pominąłem słowo „Święty” bowiem ponad 80 lat temu w ich reklamie pojawiał się laicki dostawca prezentów (z butelką w dłoni), którego na potrzeby nowych czasów wyzuto z wszelkich atrybutów religijnych swego pierwowzoru - świętego biskupa. Jako koncern globalny producent "odrobiny szczęścia w płynie" stara się dotrzeć do wszystkich na świecie. No nie jest łatwo. W krajach arabskich jako produkt amerykańsko-imperialistyczny traktowy jest niemalże jak broń masowego rażenia wymierzona w ich kulturę i tradycję. Tym bardziej, że podobno lustrzane odbicie zachodniego logo produktu czytane po arabsku zawiera hasła obrażające ich religię. Rozumiem ich bo nie wyobrażam sobie, żeby ten napój trafił do kanonu dwunastu potraw wigilijnych.



Tagi: domino rum
14:01, domino-gry , rum
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2