kontakt: kuba.libre
USUŃ @poczta.fm

zapiski gracza w domino
środa, 01 czerwca 2016

Fajne domino obrazkowe dla dzieciaków można zrobić samodzielnie. Potrzebne są chęci, odrobina zręczności, podstawowe narzędzia, trochę materiałów z zapasów typu "przydasię" lub kupionych w składzie budowlanym...
Przykład poniżej.

Opis i więcej zdjęć: http://www.ohohblog.com/2015/09/diy-graphic-dominoes-game-for-kids.html

Tagi: domino kamole
06:37, domino-gry , kamole
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 maja 2016

W jednej ze starych, pamiętających kolonialne czasy kamienic w Hawanie jest sień, którą nawiedzają prawdziwe głowy koronowane, królowie i królowe estrady oraz gwiazdy filmowe. Przemierzali ją więc i hiszpańska królowa Zofia, i książę Albert z Monako ale również Jack Nicholson, Dany Glover, Pedro Almodovar, Gerard Depardieu, Naomi Cambell, Steven Spielberg, Beyonce z Jay-Z, Tom Jones a Panna Rihanna walnęła tu sobie parę fotek. Nie przyszli tu jednak aby podziwiać architekturę podupadłej budowli pomimo, że zagrała ona w nominowanym do Oscara filmie „Fresa y Chocolate“. Nie wpadli też na partyjkę domina obok schodów u stóp bezgłowej boginki, takiej jakimi starożytni greccy żeglarze zdobili dzioby swych statków. Przyszli tu bo byli głodni. Wspięli się po schodach strzeżonych niczym zaklęciem fragmentem przemówienia Fidela Castro umieszczonym na ścianie. Na samym szczycie obok wspaniałego widoku na Hawańską Starówkę czekała ich strawa w kubańskim stylu w Paladar La Guarida. Jest to jedna z najstarszych i najsławniejszych hawańskich jadłodajni, jednak zarówno ceny jak i fakt posiadania własnej strony internetowej świadczą, że jej targetem nie są Kubańczycy grających w domino na parterze.

Paladar to określenie na prywatną restaurację, jeden z nielicznych dozwolonych na Kubie prywatnych interesów. Wyłoniły się one z nielegalnych, rodzinnych jadłodajni, którym pozwolono w połowie 90. lat XX wieku na działalność dozwoloną kubańskim prawem. Nazwa paladar pochodzi od nazwy sieci restauracji z popularnego na Kubie serialu brazylijskiego.
La Guarida oznacza legowisko lub schronienie i jest luźnym nawiązaniem do filmu „Fresa y Chocolate“, w którym  jeden z bohaterów pomieszkiwał w kamienicy, gdzie obecnie ma siedzibę restauracja.

piątek, 13 maja 2016

Lubię przed partyjką domina na mieście wzmocnić się porcją ruskich, pierogów znaczy się. Mam swój ulubiony bar przypominający dawne bary mleczne lub jadłodajnie dworcowe. Myślę, że z takiej kultury i potrzeby wyrosły też kubańskie jadłodajnie zwane paladares. Funkcjonując w prywatnych mieszkaniach były u swego zarania i z definicji całkowicie nielegalne. Prawdziwe gastronomiczne podziemie. Wiedzieli o nich wszyscy i tolerowali to nawet stołujący się tam policjanci i członkowie partii. Ale ponieważ pecunia non olet więc rząd zezwolił na prowadzenie takich przybytków kulinarnych na legalu. Prawdziwa kuchenna rewolucja. Ale wkrótce drastycznie opodatkowano prywaciarzy oraz postawiono przed nimi wysokie i starannie egzekwowane normy sanitarne. Zostali najsilniejsi czyli paladares dla dolarowych turystów. A tanie jadłodajnie zeszły na powrót do podziemia. Na piętrze bogaci turyści zasiadają więc do stołu w paladar ale w drodze na kulinarny Olimp spoglądają z góry na lokalsów, którzy na parterze pod schodami zasiadają do partyjki domina. 

15:41, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 maja 2016

Obecnie miejskimi autobusami jeżdżę głownie aby pograć w domino. Ale nie jeżdżą już jak za komuny węgierskie Ikarusy. Ćwierć wieku temu, gdy czerwonymi Ikarusami pomykałem przez wielkomiejską rzeczywistość, upadek komunizmu w Europie spowodował również kryzys gospodarczy na Kubie i znalazły odzwierciedlenie w braku pojazdów transportu publicznego, szczególnie w Hawanie. W celu ominięcia konieczności stosowania drogich, importowanych autobusów skonstruowano pojazd zastępczy składający się z ciągnika siodłowego i naczepy pasażerskiej. Legenda głosiła, że ciągniki siodłowe to była dar bratniego narodu radzieckiego, ale niestety w związku z upadkiem ZSRR naczepy już nie dotarły. Naczepy do przewozu ludzi pospawano więc z starych, zepsutych i wycofanych z eksploatacji brytyjskich autobusów, które dotychczas jeździły po Hawanie. Ze względu na swój wygląd komunikacyjne monstrum zyskało przydomek camello czyli wielbłąd. Mimo, że miało to być rozwiązanie zastępcze i chwilowe camellos wpisały się na lata w wizerunek kubańskiej stolicy. Turyści uwielbiali je fotografować, jednak dla mieszkańców Hawany są one brutalnym przypomnieniem kryzysu i powrotu do reglamentacji. Były niewygodne, pozbawione klimatyzacji i wiecznie zatłoczone. Oficjalnie miały 58 miejsc siedzących ale czasami przewoziły 400 osób.

Mój przewodnik po Kubie wydany w 2005 roku proponuje przejażdżkę zdezelowanym camello jako atrakcję turystyczną. Jednak od tegoż roku były one sukcesywnie wycofywane i zastępowane głównie produktami chińskimi. Ostatni camello zniknął z ulic Hawany w 2008 roku. Obecnie jako pamiątkę z Kuby można kupić domino w ręcznie malowany pudełku, które zdobi wizerunek camello, obok którego jedzie stary, amerykański klasyk.

Polski camello (ciągnik Star + niskopodłogowa naczepa Autosan) służył jak autobus lotniskowy, przewożący pasażerów pomiędzy samolotem a terminalem po płycie lotniska Okęcie. Został uwieczniony w kultowym filmie „Miś“ z 1980 roku.

W Polsce rozwiązaniem pokrewnym był osinobus czyli ciężarówka z pasażerską paką. Pamiętam, że istniała wersja taktyczna do przewozu dzielnych milicjantów z białymi pałami. Obecnie we Wrocławiu bilet można kupić kartą płatniczą w automacie powieszonym w autobusie lub tramwaju. Ciekawe gdzie kupuje się bilety w kubańska wersji osinobusa?



piątek, 29 kwietnia 2016

…bo usiedliśmy przy stoliku innym niż zwykle. I chęci do gry jakoś nie było. Bo w zasięgu naszego, wysłużonego już cokolwiek wzroku, znalazły się potężne telewizory. Sączyły one niepostrzeżenie w umysły nasze myśli ulotne, które zamienialiśmy na słowa plugawe zwilżane kolejnymi łykami piwa. Gadaliśmy zamiast grać! Na szczęście musieliśmy opuścić ten stolik bowiem ciążyła na nim rezerwacja jakowaś. Gdy przesiedliśmy się na naszą starą miejscówkę, uwolnieni od wpływu czarodziejskich pudeł (z trubadurami), mogliśmy wreszcie pograć. Nie łatwo jest grać w domino gdy człowiek wodzony jest na pokuszenie. Takiego problemu nie mają starzy górale z Chinalug. Ich wioska, o której pisałem w poprzednim wpisie, a którą kultowy przewodnik backpackersów ochrzcił mianem "najbardziej ekscytującego miejsca w Azerbejdżanie", opustoszała w ciągu ostatnich dwóch dekad. Padł miejscowy kołchoz a młodzi wyjechali za pracą do Baku lub Moskwy. Starym pozostała gra w domino w surowej, lokalnej czajchanie, gdzie nic ich nie wodzi na pokuszenie (jak widać na załączonym obrazku)!

Przy okazji naszego wiosennego dominowania wpadł na moment nasz stary druh, którego swego czasu zaraziłem skutecznie regułami Matadora. Napiliśmy się z nim herbaty jak prawdziwi wielbiciele domina ze Wschodu.

piątek, 22 kwietnia 2016

Wszystkim dominowym podróżnikom szukającym ciekawej miejscówki na partyjkę domina w przecudnych okolicznościach przyrody na tegoroczną majówkę polecam Chinalug (Xınalıq) na Kaukazie. Ze względu na swoje położenie, zapierające dech w piersiach pejzaże  oraz względną izolację, Chinalug jest uważane za jedną z bardziej pożądanych destynacji przez turystów i poszukiwaczy przygód przemierzających Azerbejdżan. Jest położony na wysokości 2250 m n.p.m. i przez wieki był odciętą od świata wioską. W wyniku tej izolacji wielu z żyjących tam ok. 2000 osób  posługuje się własnym językiem zwanym język chinalugijskim. Ze względu na niewielką liczbę użytkowników języka, którzy posługują się nim tylko lokalnie a także z powodu obniżania się jego prestiżu, braku piśmiennictwa oraz wypierania go przez urzędowy język azerski prawdopodobnie za kilkadziesiąt lat stanie się on językiem martwym. Chinalug to jedno z najstarszych i ciągle zamieszkanych miejsc na Ziemi od ponad 5000 lat. Dzięki dużej wysokości i oddalenia od cywilizacji udało w tym czasie się przetrwać wiele najazdów ale nie przeszkodziło to dotarciu tam idei gry w domino. Być może z tej  wielowiekowej alienacji wyrwie je wybudowanie asfaltowej drogi dojazdowej z okazji wizyty prezydenta Azerbejdżanu w 2006 roku. Zanim jednak to nastąpi miejscowy chłopiec zamiast grać na komputerze będzie grał w domino jak jego dziadek w miejscowej czajchanie.

piątek, 15 kwietnia 2016

90 lat temu (dokładnie 18 kwietnia 1926 roku) Polskie Radio rozpoczęło regularną emisję programu radiowego. Zaledwie sześć lat po tym jak zaczęto robić to w USA. Pierwsze płatne reklamy pojawiły się tam już w 1922 roku w cenie 100$ za 10 minut. W 1994 pojawiają się pierwsze radiostacje internetowe. W 2007 roku pojawiły się w sprzedaży radia do obioru cyfrowego. W 2017 roku Norwegia ma zamiar wyłączyć całkowicie sygnał analogowy FM.
Moja złote lata radia to „Trójka” konsumowana na amplitunerze „Zodiak”. Miał dwie kolumny, działał na „komunistycznym” zakresie UKF i można było na nim zaprogramować aż 5 stacji. Zresztą i tak więcej nie było. Potem padła komuna, nowe stacje radiowe na  „zachodnich” częstotliwościach wyrastały jak grzyby po deszczu oferując reklamy przerywane miłymi przebojami ale ja przesiadłem się na telewizję kablową.
Radio z dużego pokoju wyrugował Pan Telewizor, z salonów fryzjerskich - nadgorliwi strażnicy praw autorskich,  z biur – zasady korporacyjnych ołpenspejsów. Radio trafiło do kuchni. I dobrze trzyma się w samochodach.
Widoczne na zdjęciu radio to Radiola 26 obiekt pożądania w latach 20-tych poprzedniego stulecia w USA, przy którym aż miło było zasiąść do partyjki domina. Dziś i ja zasiądę przy dominowym stole, i jestem pewien, że każdy z graczy będzie miał przy sobie w kieszeni urządzenie do odbioru analogowego radia FM. Mało kto dziś pamięta, że w czasie hitlerowskiej okupacji Polacy mieli zakaz posiadania radia i musieli zdać odbiorniki na policji pod groźbą więzienia a nawet kary śmierci.

Tagi: domino radio
11:07, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 kwietnia 2016

Niespełna rok temu David Letterman, który przez ponad 30 lat z powodzeniem był gospodarzem własnych telewizyjnych tokszołów, w jednym ze swoich ostatnich programów przed odejściem na emeryturę, gościł Baracka Obamę. Prezydent zapytany o plany na swoją prezydencką emeryturę odpowiedział, że wyobraża sobie ich obu jak grają razem w domino w lokalnym Starbucksie. Zapewne aby podszkolić swoje umiejętności w tej grze podczas swojej niedawnej wizyty na Kubie przyjął telefoniczne zaproszenie Panfilo, komika i gwiazdy kubańskiej telewizji, i wystąpił w jego komediowym szoł jako „czwarty do domina". Prezydent USA dowcipkował z pozostałymi graczami - również po hiszpańsku - między innymi o swojej limuzynie zwanej Bestią, która wzbudziła wiele emocji w kraju słynącym z miłości do amerykańskich klasyków.

Jakoś nie widzę naszego Prezydenta grającego przy kawie w domino ani też nie wyobrażam go sobie aby wystąpił w jakimkolwiek tokszoł i opowiadał kawała o oponach w swoim pancernym wehikule, który również u nas budził ostatnio wiele emocji.

piątek, 01 kwietnia 2016

Na początku tego roku dowiedziałem się, że do sprzedania jest Rezydencja Playboya w Beverly Hills. Jednak cena przewyższa ponad dwukrotnie jej faktyczną wartość oraz kupujący musi zgodzić się, że dożywotnio będzie w niej rezydował Hugh Hefner, który mimo, że kończy za tydzień 90 lat to trzyma się dobrze. Trzy lata temu ożenił się z młodszą od niego o 60 lat super modelką. Jak dowiedziałem się z dobrze poinformowanych źródeł, zrobiona tak specjalnie aby zniechęcić potencjalnych kupców, bowiem posiadłość potajemnie kupiła administracja Białego Domu. Barack Obama ma zamiar podarować ją Fidelowi Castro jako dowód przyjaźni kubańsko-amerykańskiej, na jego 90 urodziny, które będzie obchodził w tym roku. Legendarne miejsce rozpusty, dekadenckich imprez oraz światowy symbol hedonizmu stanie się ekskluzywną dominową miejscówką dla dwóch ekscentrycznych seniorów. Obu panów poza tym, że są rówieśnikami łączy bowiem miłość do gry w domino. Fidel jako każdy Kubańczyk wyssał ją z mlekiem matki. Hugh Hefner nabawił się tego z wiekiem i grywa obecnie bardzo często w towarzystwie pięknych pań, które pomieszkują w jego rezydencji, o czym świadczą liczne wpisy na portalach społecznościowych. Dla El Comandante będzie to więc jak powrót do przeszłości gdy jako młody rewolucjonista toczył dominowe boje z Ernesto Che Guevarą w towarzystwie gorących rewolucjonistek.

piątek, 18 marca 2016

„Tak więc pabitel to człowiek, przed którym piętrzy się nieustannie ocean natarczywych myśli. Jego monolog płynie bez przerwy, raz jak rzeczka podziemna w jamie myśli, kiedy indziej zaś wycieka ustami. (...) Pogrążony w swym monologu wewnętrznym, obnosi się z nim po świecie jak paw z pięknymi piórami. Kiedy nie toczy rozmowy z innymi, pabitel wiedzie ją sam ze sobą, przekazuje informacje o sprawach, których znaczenie wyolbrzymia, zmienia i przekręca, gdyż pabitel filtruje rzeczywistość przez diamentowe oczko inspiracji. (...) Pabitel potrafi uatrakcyjnić swe komunikaty nożyczkami, ucinając w pewnym momencie rozmowę, by przejść do czegoś z całkiem innej beczki. Umie utrzymać w napięciu temperaturę i temperament tekstu, którego czuje się bohaterem”.
Bohumil Hrabal - O pabitelach.

Gram w domino, żeby odpocząć od swojego uporczywego, obsesyjno-kompulsywnego, chorobliwego  gadulstwa. Domino usprawiedliwia moje milczenie. Gram i mogę nie mówić. Bo gram.
Uświadomiło mi to uczestnictwo w dwugodzinnym popisie gadulstwa w wykonaniu profesjonalnego pabitela niejakiego Piotra Bautroczyka (pisownia nazwiska zgodna opisem na bilecie uprawniającym do uczestnictwa w występie rzeczonego artysty estradowego).
Wierzę, że gdzieś leżą już na stole kamienie czekając na moje milczenie. W milczeniu.