kontakt: kuba.libre
USUŃ @poczta.fm

zapiski gracza w domino
piątek, 16 listopada 2018

50 lat temu Philip K. Dick zapytał czytelników czy androidy śnią o elektrycznych owcach? A ja, po informacji w komentarzu do jednego z moich poprzednich wpisów, pytam czy kowboje na Dzikim Zachodzie grali w domino? Bo twórcy Red Dead Redemption II, przygodowej gry akcji osadzonej w realiach Dzikiego Zachodu, nie mają co do tego żadnych wątpliwości i możecie w niej zagrać klasycznie z dobieraniem (Draw Domino) i bez dobierania (Block Domino), w trójki (All Threes) lub w piątki (Muggins, All Fives). Gra w grze nie jest niczym nowym: w Wiedźminie można pograć w kości i to pasuje do konwencji tego stworzonego przez Sapkowskiego uniwersum. Ale westerny przyzwyczaiły nas, że kowboje grają tylko i wyłącznie w pokera. Ale to taka półprawda i legenda więc mało kto wie, że narodową grą stanu Texas jest gra karciana rozgrywana dominem o nazwie Forty-Two. Gra ta powstała jeszcze w czasach Dzikiego Zachodu i uznaję to za dowód, że domino było znana kowbojom już wówczas i tak im zostało do dziś, o czym już pisałem. Ja w RDR2 raczej nie pogram ale chętnie pograłbym dominem jakie zostało wydane jako wspierający ją gadżet:

Tagi: domino kamole
21:14, domino-gry , kamole
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 listopada 2018

Mam plana uczcić pierwszą setkę Polski oczywiście poprzez wino i domino. Dlaczego wino? Bo to był ulubiony napój maestro Paderewskiego. W czasie II wojny światowej, pomimo że miał ponad 80 lat, rozpoczął organizowanie pomocy dla Polski. W takcie przemówienia do amerykańskiej Polonii, zamiast wina, do którego był przyzwyczajony, podano mu szklankę zimnej coli, która okazała się dla niego zabójcza. Przeziębił się, dostał zapalenia płuc i po kilku tygodniach mu się zmarło. Dlatego wino!

A już w najbliższy czwartek porzuć colę pij bożole...

piątek, 02 listopada 2018

Anthony Bourdain przekonał mnie, że każdy może mieć „swój idealny lokal gastronomiczny”. Dla mnie jest to bar prawie mleczny do którego zaglądam zawsze aby wzmocnić się ruskimi pierogami przed dominowaniem z Kolegą Makgajwerem. Rodzinna legenda głosi, że niegdyś można było tam zjeść pierogi lepione osobiście przez śp. siostrę mojej babci. Niestety również Antoniego już nie ma. Dopadł go czarny pies… W domino nie zagram też już z Arkiem, moim rówieśnikiem i sąsiadem z młodości. TSA, Dżem, Hłasko i piłka nożna. To był prawdziwy hipis gardzący pracą ale nie piwem. Aż po kres swych dni… (...) więc teraz gdy przed dominem pójdę na pierogi będę myślał o Tony'm, siostrze babki i Arku. Trochę tak jakbym otulił ich nieśmiertelną skórą futrzaka marsjańskiego...

Tagi: domino
18:35, domino-gry , varia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 października 2018

pisałem onegdaj, że Kolega Makgajwer w czasie wakacji zagrał z Kosmitą Młodszym w domino53: i młody padawan okazał się lepszy niż Makgajwer dzięki poradom Bezimiennego Barmana cennym jak nauki miszcza Yody; lecz Makgajwer nie był dla niego tak surowy jak Lord Vader i nie odjął mu prawicy zręcznym cięciem miecza świetlnego, lecz w dobroci swojej ojcowskiej (niech kryształ jego miecza świetlnego niewyczerpanym będzie na wieki!) odciął mu dostęp do hotelowej telewizji! ale nie pozostawił go bez rozrywki godnej młodego kosmity lecz postąpił roztropnie i prawo ucząc go posługiwać się bronią straszniejszą niż miecz czyli piórem (w wersji ćwiczebnej ołówkiem) o czym doniósł mi w wiadomości tekstowej: ha facet, odtajniłem z intergalaktycznej bazy gier układoplanetarnych grę starych miszczów z lat kiedy Skywalker walił jeszcze do pampersa, Vaderowi miecz szwankował, a kadeci obróbki skrawaniem odlatywali czasami w kosmos i chytali się z chemiczkami na orbity walencyjne... młodzi kosmici załapali momentalnie:



22:53, domino-gry , varia
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 października 2018

Postanowiliśmy wykorzystać piękną el ultimo domingo i zadominować w plenerze. Nasza miejscówka w związku z nadejściem jesieni została jednak już zlikwidowana. Próbowaliśmy znaleźć jakąś alternatywę w centrum ale spacer po głównej ulicy uświadomił nam, że centrum ulega „pustynnieniu”. Liczne puste lokale do wynajęcia to symbol upadku centrum miasta. Bo pojawiły się galerie czyli świątynie handlu. Przejęły funkcje miejskich rynków oraz… kościołów. Wszystko w jednym miejscu: trywialne zakupy i gruby szoping, i kawiarnia, i minibrowar, i fastfood, i fryzjera, i kino, i kręgielnia itd., itp. I duży parking obok do tego. Na szczęście pozostał miejscowy zbowidek, więc zasiedliśmy przy jedynym wystawionym na zewnątrz stoliczku. Kolejne piwka podlane budafoczkiem i na zadominowanie zabrakło już czasu... Zostało tylko marzenie o partyjce domina w jakiś karaibskich okolicznościach przyrody jak z reklamy funduszy emerytalnych:

Przed wyborami samorządowym zastanawiam się czy nowo wybrany prezydent czy burmistrz ze swoją świtą może skutecznie przeciwdziałać „pustynnieniu” bez zadłużania miasta zamiast uskuteczniać nepotyzm, klientelizm i kumoterstwo oraz zaciągać kolejne pożyczki na budowanie sobie pomników lub urządzanie miś-czostw?

piątek, 12 października 2018

piwiarnia to miejsce gdzie zakręcowuje czasoprzestrzeń; w ostatnią sobotę zachodzimy zadominować tam gdzie zwykle i wszystkie miejsca są puste ale zarezerwowane; rezerwacje są wprawdzie na 20tą a jest 17ta ale i tak nie możemy sobie usiąść; są wolne miejsca w piwnicy ale o tej porze przecież dla nas dwóch nie włączą tam światła i nawiewu; więc idziemy tam gdzie chodziliśmy przed i po maturze ale nie na kremówki lecz na piwo z sokiem ale bez soku dodatkowo płacąc za obowiązkową dyżurną zagrychę; tam przeszkadzamy barmanowi i jego konfratrowi ale nie w piciu i obłapianiu jakiś hożych dziewek lecz w rozgrywkach w elektroniczne piłkarzyki na przeogromniastym telepatrzydle przerywane łykiem świeżego powietrza czyli fajurką przed lokalem; o tempora, o mores! więc zamawiamy czernego koziołka, w cenę którego wliczono już zapewne jakąś wirtualną zagrychę; walimy jeszcze po raciborskim i podejmujemy kolejną próbę zejścia do piwnicy zakończoną sukcesem; w piwnicy wali piwnicą ale wkrótce wypachnione biesiadniczki skutecznie zagłuszają ten specyficzny aromat; gramy a przy stoliku obok goście w dżinsie w towarzystwie świeżo opalonych brunetek kibicuje naparzającym się wojom na przeogromnym telepatrzydle; w murowanej piwnicy… pojedynki wieczoru wygrali w naparzaniu niejaki Diablo a w domino – Kolega Makgajwer; a może odwrotnie…



piątek, 05 października 2018

Z powodu załamania się pogody będącej efektem szalejącego Zorby (tzn. cyklonu) w ostatnią (grecką) niedzielę zasiedliśmy z Muzą do partyjki TRILES przy greckim białym winie z wyprzedaży. Na greckiej ceracie trójkątne kafelki prezentowały się zacnie. Grę w trybie last minute zabrałem na posezonowy wyjazd do Grecji bo przypomniała mi o tym partyjka w Triomino nad jeziorem w pewną letnią noc. Gra i wino okazały się najlepszym lekarstwem na początek greckiej jesieni. Prezentowany poniżej zestaw to egzemplarz odautorski czyli samoróbka wykonana i podarowana mi przez autora tej gry. Kafelki są tak samo wykonane jak takie magnesiki pamiątkowe z widoczkiem z wakacji:

Od lat namiętnie zbieramy takie magnesiki jako minimalistyczne wspomnienie z podróży: mamy nimi pokrytą pokrytą całą lodówkę, specjalną, wykonana własnoręcznie tablicę oraz cześć drzwi wejściowych...

Tagi: domino Triles
17:20, domino-gry , varia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 września 2018
piątek, 21 września 2018

Specjalnie na długą podróż autobusową do Grecji nauczyłem się układać kostkę 4x4x4 zwaną Zemstą Rubika. W zasadzie to musiałem opanować 3 dodatkowe algorytmy bo resztę znam z tradycyjnej kostki. Kostkę tę zwaną też Master Cube dostałem w tym roku od córki na Dzień Ojca tuż po przyjeździe z Grecji. W zeszłym roku dostałem kostkę 3x3x3 bo poprzednia się rozleciała od mojego kręcenia tuż przed wyjazdem do… Grecji przez dwoma laty. Wówczas już w Grecji zakupiłem chiński erzac za 1,5 euro, z którego przy energicznym pokręcaniu wylatały środkowe zaślepki. W filmie „Snowden” tytułowy bohater właśnie pod taką zaślepką w Kostce Rubika ukrył kartę pamięci z super tajnymi danymi aby je przeszmuglować z ekstra tajnej bazy: 

piątek, 14 września 2018

Te miejsca nie szukają rozgłosu. Do jednych wejście prowadzi przez kebab lub pizzerię, do innych przez pralkę w samoobsługowej pralni, a jeszcze inne odkrywa się w oficynie czy też po zejściu pod poziom ulicy. Czasami potrzebna jest protekcja lub hasło albo informacja jaki numer wybrać na domofonie aby otworzyć magiczne drzwi. Czasami wejścia broni selekcjoner a czasami można wejść wprost z ulicy do niepozornego lokalu bez szyldu i konta w księdze ryjów. Takie miejsca bazują wyłącznie na marketingu szeptanym. Speakeasy Bary. Trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać, tak samo jak w czasach prohibicji w USA. Moda na to żeby znowu otwierać miejsca tylko dla wtajemniczonych dotarła i do kraju nad Wisłą. Miejsca, do których trzeba chcieć trafić aby docenić to, co się dostaje. Bo płaci się tam nie tylko za intymność i przynależność do elity, ale przede wszystkim oczekuje się tam najwyższej jakości oraz szybkiej tudzież perfekcyjnej obsługi. Żeby leniwie wysączyć wyszukanego drinka a nie walnąć na szybko setkę utrwaloną browarem. Arystokratycznie a nie proletariacko. Ale czy domino dobrze czułoby się w takich sekretnych miejscach? No chyba tylko wypada tam grać w Secret Dominoes...



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44