kontakt: kuba.libre
USUŃ @poczta.fm

zapiski gracza w domino
wtorek, 28 lutego 2017

Złota Uliczka, miejsce gdzie według romantycznej, miejskiej legendy pracowali alchemicy Rudolfa II, poszukujący kamienia filozoficznego, nazwę zawdzięcza mieszczącym się tu ponoć potem pracowniom żydowskich złotników. Prawda jest taka, że w XVI wieku do wnęk zamkowych murów obronnych dobudowano obskurne, drewniane budy,  jako tymczasowe lokum dla  strzelców zamkowych. Zabudowa była po obu stronach, tak że szerokość uliczki nie przekraczała miejscami jednego metra. Potem mieszkała tam praska biedota. W XVIII wieku cesarzowa Maria Teresa nakazała zastąpić walące się, zaniedbane drewniane rudery domkami z cegły po jednej stronie ulicy. Pod koniec XIX wieku zamieszkała tam praska cyganeria. Na początku XX wieku stała się ulicą literatów. Bywał tu Franz Kafka oraz mieszkał Jaroslav Seifert, laureat literackiej Nagrody Nobla. Kolejną przemianę uliczka przeszła w latach 50. XX wieku. Wysiedlono mieszkańców, bajkowe domki pomalowano na pastelowe kolory zamieniając je w sklepy z pamiątkami. Średniowieczny slums stał się jedną z najsłynniejszych atrakcji Pragi. Jestem pewien, że kiedyś całe podzamcze wyglądały podobnie jak Złota Uliczka za czasów Rudolfa II. Ich współczesną wersją są brazylijskie fawele. Podobnie jak Złota Uliczka powstały dla żołnierzy – zdemobilizowanych weteranów wojny domowej w Canudos a nazwa fawela pochodzi od nazwy rośliny jakie porastała wzgórza na jakich wyrosły. Malutkie domki zbudowane z byle czego nie wyglądają  jednak jak te z obecnej Złotej Uliczki. Ich płaskie dachy, które przypominają mi współczesne greckie domy niedokończone aby nie płacić podatków, idealnie nadają się na dominową miejscówkę:

chociaż mam świadomość, że dzisiaj czyli w ostatki nikt nie będzie grał w dachowe domino kiedy w Rio kończy się karnawał…

piątek, 17 lutego 2017

W przerwach pomiędzy czilałtem a czilałtem oddaje się bez reszty swoim kuriozalnym, nikomu niepotrzebnym zainteresowaniom. Błazen i paź pogrążony w oceanie natarczywych myśli. Niezależny ale nie ceni tej cechy u innych. Przyjazny mizantrop lecz nie mizogin. Ceni rytuał i stałość, tradycję i nowoczesność. Skąpy minimalista lubi rzeczy praktyczne i proste. Raczej teista agnostyk niż agnostyczny teista. Żyje żeby jeść. Musi prawie zawsze postawić na swoim, przez co trudno mu się porozumieć z innymi. Doskonali się w nie-działaniu. Uważa, że najlepiej „usiąść na brzegu rzeki i czekać aż ciało wroga spłynie nią w dół”. Podejmuje działania tylko po to aby mieć więcej czasu na czilałt. Idealny dominowy gracz. Kot. 

Tagi: domino
06:39, domino-gry , varia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2017

Jako miłośnik pop artu pisałem kiedyś, że chętnie do swojej kolekcji dołączyłbym domino obrazkowe z motywami jakie stworzył Keith Haring. Nie tak dawno wpis o trzech magach zainspirowany został przez grafikę, której autorem jest Tony Mendoza. Jest to urodzony w Nowym Yorku artysta o kubańskich korzeniach rezydujący na stałe w Miami. W swoich dziełach łączy prymitywny ekspresjonizm z karykaturą. Sam swój styl definiuje jako neo art. Rubaszne postacie nakreślone grubą kreską, żywe kolory oraz motywy silnie osadzone w kulturze (latynoskiej) ulicy przypominają prace wspomnianego już Keitha Haringa. Podobnie jak on jest też twórcą murali, które obecnie stały się już jedną z atrakcji turystycznych Miami. Turyści fotografują się na ich tle a niektóre wykorzystywane są jak w telewizji jako loga lub tła. Myślę, że jego obrazki pełne ciepłego spojrzenia na życie, jakim charakteryzuje się wielu Latynosów, idealnie nadają się jako motywy na domino obrazkowe. Poniżej moja propozycja kamienia idealnego do dominowej rozgrywki w czasie zbliżających się Walentynek: 

Tagi: domino kamole
05:51, domino-gry , kamole
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2017

Do mojej kolekcji chętnie dołączyłbym domino ósemkowe czyli takie które posiada kamienie z oznaczeniami do 0 do 8. Ale takiego domina brak w ofercie współczesnych producentów zestawów do gry w domino. Można kupić domino szóstkowe, dziewiątkowe, dwunastkowe, piętnastkowe a nawet osiemnastkowe jak również chińskie lub komplety do gier specjalnych takich jak Spinner. Kiedyś domino ósemkowe można było kupić, świadczą o tym pojedyncze egzemplarze na aukcjach internetowych. Wiele z nich to antyki pochodzące z XIX wieku, kiedy takie domino było w powszechnym użyciu, głównie na terenie ówczesnych Austro-Węgier. Dlatego obecnie nazywa się je Dominem Austriackim.

piątek, 27 stycznia 2017

Mrozy dochodzące do ponad 50 stopni, nieustanne, czasami wielodniowe  ciemności, wszechobecny brudny śnieg, lodowaty wiatr  wyjący całymi nocami wśród labiryntu blokowisk, zapach siarki unoszący się nieustannie w powietrzu… To nie zakazane miasto-widmo z filmy albo gry komputerowej z Riddickiem - antybohaterem w goglach spawacza. To Norylsk. Został zbudowany na chwałę Kraju Rad  przez więźniów łągrów w latach 30. XX wieku aby wydrzeć z wiecznej zmarzliny i przerabiać ogromne ilości metali m.in. miedź, nikiel, kobalt, platynę i pallad. Obecnie znajduje się tam największy na świecie zakład wytopu metali ciężkich - Norilsk Nikiel. Jest to największe miasto (130 tysięcy mieszkańców) wysunięte najdalej na północ naszej półkuli. Oficjalnie z uwagi na ewentualne ataki terrorystyczne to miasto zamknięte dla obcokrajowców, co pozwala skutecznie ukryć prawdziwe rozmiary tamtejszej katastrofy ekologicznej. W zeszłym roku płynąca niedaleko miasta rzeka zmieniła kolor na czerwony. Zresztą zimą miasto jest całkowicie odcięte od świata (nie prowadzi tam żadna droga lądowa ani linia kolejowa) więc nikt nie może ani przyjechać ani wyjechać. Mieszkańcy żyje się tam jak kolonizatorzy na obcej planecie. Dodatkowo efekt cieplarniany powoduje, że wieczna zmarzlina zaczyna się roztapiać i może pochłonąć zbudowane na niej budowle zakazanego miasta. To wystarczy żeby mieć tam permanentną depresję i samobójcze myśli. Nie wiem czy w takich okolicznościach przyrody potrafiłbym się skupić przy grze w domino jak to czynią miejscowi podobnie jak kosmiczni kowboje z filmowej opowieści o Riddicku.

Autorką zdjęcia, które było inspiracją do dzisiejszego wpisu, jest Elena Czernyszowa i jest one częścią jej fotograficznego projektu Days of Night – Nights of Day, na podstawie którego wyprodukowała też krótkometrażowy film dokumentalny „The Hidden City”.

piątek, 20 stycznia 2017

Wybrałem się w wirtualną podróż do Republiki Dominikany, jednego z najbardziej zdominowanych krajów świata, za sprawą książki „Święto Kozła“, którą napisał Mario Vargas Llosa. Trochę dlatego, że ostatniego noblisty to nie ma za bardzo co czytać (czekam kiedy Oskary będą dawać za filmy na jutubie) a trochę przez „Rozmowę w Katedrze“, którą przeczytałem bo według jednej z internetowych recenzji w „Polsce lat 70. ta powieść spełniała oczekiwania, których wówczas nie mogła spełnić literatura polska! Czytano tę książkę jako opis polskiej rzeczywistości, a cenzura tego nie zauważyła!“ Czy podobnie będzie ze „Świętem Kozła“? Dla mnie głównym motywem książki jest udany zamach na Rafaela Trujillo, suwerena rządzącego Dominikaną w latach 1930-1961. Autor przedstawia go, podkreślając jego fascynację „Quo vadis“, jako Cezara z Karaibów, seksualnego rozpustnika i krwawego hegemona, który swoich wrogów wrzucał na pożarcie rekinom zamiast lwom. Wątek, spinającej klamrą całą książkę wzorowany na biblijno-mitologicznej opowieści, w której wierny wyznawca składa Bogu w ofierze swe dziecko, czyni z Rafaela Trujillo dominikańskiego boga. A przecież przez ostatnie dziesięć lat swego żywota nie sprawował on żadnej państwowej funkcji. Wszystkie urzędy w państwie obsadził rodziną oraz wiernymi sobie akolitami aby zręcznymi intrygami sterować całym narodem. Był po prostu El Jefe. Zanim jednak zdążył podpalić tę karaibską wyspę jak Neron Rzym, przebiegli Jankesi, którzy nie chcieli żeby na wyprzedaży po pożarze władzę przejęli komuniści jak na pobliskiej Kubie, podpuścili paru prawicowych patriotów, którzy go skutecznie zabili. Lecz to nie oni stali się beneficjentami tego zamachu lecz Joaquín Balaguer ówczesny marionetkowy Prezydent Dominikany. Gdy bohaterka wątku biblijno-mitologicznego po 30 latach od swoje ucieczki odwiedza Dominikanę dr Balaguer jest znowu prezydentem. Po raz kolejny. W sumie był prezydentem przez 24 lata lecz wiele wskazuje na to, że niejedne wygrane wybory były prawdopodobnie sfałszowane. Z lat 60. pochodzi wyborcze domino, którego pudełko zdobi portret Balaguera oraz jego hasło wyborcze a na kamieniach zamiast mydła jest również jego portret.   

Jeżeli mój dekadencki i nihilistyczny wpis nie przekonał Cię do lektury polecam Cień dyktatora czyli zapis rozmowy-wywiadu dwóch miłośników Dominikany.

piątek, 13 stycznia 2017

Pod koniec 2016 roku w dniu swoich 26 urodzin Magnus Carlsen, o którym już kiedyś pisałem, został ponownie Szachowym Mistrzem Świata. Swego czasu promował on mini-szachy o nazwie Chess Attack. W zasadzie była to odmiana Szachów Gardnera ale rozgrywana na planszy 5x6. W 1962 roku Martin Gardner, znany dziennikarz popularnonaukowy zajmujący się matematyką rozrywkową, zaproponował wariant szachów na planszy 5x5. W grze tej zachował znany z klasycznych szachów schematu ustawienia bierek ale bez rezygnacji z jakiegokolwiek rodzaju figury. Zakładał on  grę w według klasycznych reguł. Dopiero w praktyce gracze wprowadzili ograniczenia zabraniając: posunięcia pionka w pierwszym ruchu o dwa pola do przodu , bicia w przelocie oraz roszady. W Szachach Gardnera gracz rozpoczynający rozgrywkę ma mniejsze szansę na przegranie rozgrywki. Dlatego pozwalając dziecku grać białymi, dajemy mu większą szansę na wygraną.

W 1956 w napisany został pierwszy program komputerowy do gry szachy dla prakomputera znajdującego się w amerykańskim laboratorium do badań na bronią atomową w Los Alamos. Aby dostosować grę do możliwości ówczesnego kompa grę zredukowano do planszy 6x6 i zrezygnowano całkowicie z gry gońcami. Dzięki temu komputer zamiast myśleć nad jednym ruchem 3 godziny robił to w zaledwie 12 minut.

W XXI wieku nieczęsto możemy sobie pozwolić na luksus długiej szachowej rozgrywki. Dla zalatanych powstały warianty szachów na planszach 5x5, 5x6 lub 6x6, których partia zajmuje 10-20 minut czyli tyle co przerwa na kawę. Takie szachy sprawdzają się podczas nauki dzieci ruchów figur szachowych. Dla młodego gracza niezbyt długa rozgrywka nie jest nużąca a końcówka szybka i emocjonująca. Dlatego tym wszystkim, którzy grę w domino uważają za podłą i mizerną, jako alternatywę „gry typu filler” polecam w czasie nadciągających zimowych ferii poznać zasady gier w mini-szachy czyli szachy jako gra na waflu.

Tagi: domino szachy
05:04, domino-gry , varia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 stycznia 2017

Podobno było czterech króli-magów czyli idealnie do rozgrywki w Latino Domino. Ale jeden poszedł na skróty... A może to wolne miejsce czeka na Ciebie? Tylko w ten łikend uważaj żebyś nie zamarzł jak ja w Wielkim Mieście gdzie zawitałem aby zaliczyć Bal w Operze... może to Zemsta Nietoperza?

Tagi: domino
11:22, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2016

Imitacje powstają wszędzie tam gdzie brakuje kasy lub coś jest zakazane. Wegetariańscy neofici sięgają po potrawy, które choćby tylko z nazwy, są surogatami mięsnych. Flaki z boczniaków, hot-dog z marynowaną marchewką, pasztet z kalafiora, mielone z ciecierzycy, parówki sojowe, tofucznica, seleryba. W dominowym świecie znane są imitacje gier w karty. Najbardziej znana to Forty-Two, narodowa gra stanu Texas, którą zrodził purytański zakaz gry w karty. Przy okazji sprowokowanego przeze mnie rodzinnego wieczoru gier stolikowych gdzieś na skraju lasu, dopiero-co-młodzieńcom zamiast jakieś familijnej planszufki zaproponowałem partię męskiego pokerka. Oczywiście na żetony, których przepiękny kuferek pożyczyłem rozmyślnie do Ekstrawaganckiej Ciotki. Grając na stole dopiero co obciągniętym kraciastą ceratą zrozumiałem, że w pokera przystoi grać tylko i wyłącznie kartami. Oczywiście tylko na żetony lub ćwierćdolarówki jak kowboje w domku na prerii. Dlatego ostatecznie zrezygnowałem z przeniesienia na mój blog z regułami, zasad gier pokerowych rozgrywanych dominem, które były na mojej starej stronie. Dlatego mimo postępującego we mnie wegetarianizmu w czasie Świąt zjadłem karpia miast jakiś roślinny erzac doprawiony sosem sojowym i nori. Reddite ergo quae sunt Caesaris Caesari et quae sunt Dei Deo.
A przecież nie trzeba grać w domino pokera na kasę:



piątek, 23 grudnia 2016

w czasach kiedy najlepszym przyjacielem stał się telewizor są tacy, którzy zasiądą do wieczerzy aby podzielić się dostępem do sieci:

lekarstwem na to ma być stół z powyłamywanymi nogami czyli blat oparty na udach współbiesiadników, który zmusi ich do kooperacji i bycia razem:

taki stół sprawdza się również podczas gry w domino:

na takim stole w kości grywali już starożytni Rzymianie:

obrazki:
[1] autorem karykatury jest Paweł Kuczyński
[2] Sati Tala czyli blat dla dwojga zaprojektowali Tany Jarus i Sagie Grunhaus
[3] uliczne dominowanie w Trynidadzie (Kuba)
[4] fresk z Pompei

05:52, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36