kontakt: kuba.libre
USUŃ @poczta.fm

zapiski gracza w domino
piątek, 09 czerwca 2017

szczęśliwych posiadaczy biletu na zawody naszych orełów w harataniu w gałę tenże bilet informuje o tym co jest zakazane w czasie meczu w formie 16 piktogramów; bo wszędzie gdzie odbywa się współzawodnictwo trza się umieć zachować; dlatego w najsłynniejszej dominowej miejscówce na świecie czyli dominowym parku pod wezwaniem Maximo Gomeza we Miami wiszą tablice informujące o tym co jest zakazane:

mniej więcej treść jest taka: 
uwaga wszyscy członkowie oraz odwiedzający
w parku nie jest dozwolone spożywanie alkoholu
ani (przebywania) osób pod wpływem alkoholu
zabrania się
bycia bez koszuli
zaśmiecania podłogi
krzyków
plucia na podłogę
używania wulgaryzmów i brzydkich słów
bycia w podkoszulku lub w klapkach
(posiadania) broni białej lub palnej
łamiący te zasady podlegają zawieszeniu na dwa do czterech tygodni

piątek, 02 czerwca 2017

Pisałem już, że jako duże dziecko gram w domino i lubię prezenty! Więc w tym roku z okazji Dnia Dziecka sprezentowałem sobie dwie książki. Lubię kupować książki z antykwariatu bo zawsze wierzę, że daję im kolejną szansę i jako permanentny sknera wydaje mi się również, że trafiła mi się wyjątkowa okazja cenowa. Ale w tym roku dostałem również prawdziwy prezent idealny dla dominowego gracza: domino z Baracoa. Wyjątkowy rarytas bo według darczyńcy czyli Pana z Karaibów to autentyczne rękodzieło z Kuby a nie jakiś seryjny produkt z chińskiej wtryskarki. Zostało wylicytowane ma aukcji charytatywnej, na którą przekazała ją Pani Fotograf, której zdjęcie i wpis zaprezentowałem kiedyś na tym blogu. I tak mogę podobnie jak w przypadku książek dać tym kamolom drugie, dominowe życie. Serdeczne dzięki! 

Tagi: domino kamole
22:07, domino-gry , kamole
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 maja 2017

Amerykanie mawiają, że za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa, mądra kobieta. Ostatnio wybrany prezydent Francji deklaruje wyjątkową rolę swojej żony, która mogłaby być jego matką. Nie do pomyślenia jest to w Rosji. Próżno szukać tam dowodów na to, jak kobiece wsparcie, miłość, mobilizacja, determinacja i wiedza potrafią wynieść na wyżyny mężczyznę jeżeli za punkt odniesienia weźmiemy tamtejsze Pierwsze Damy. Tam Lider Narodowy jest jak dominujący w stadzie basior, któremu wsparcie samicy stanowiłaby ujmę na honorze. Tak jak w czasach ZSRR i obecnie rosyjskie Pierwoje Lejdi to temat tabu. Choć wiadomo, że ich mężowie nie żyją w celibacie to oficjalnie prawie ich nie ma. Są takie przeźroczyste. Więc nie pisze się o nich ani nie fotografuje. Przykładowo o Wiktorii Piotrownie, żonie Leonida Breżniewa, wiele powiedzieć nie można. Ich wzajemne relacje małżeńskie określano jako staromodne. Oddana całkowicie życiu domowemu, korzystała jednak chętnie z luksusów życia w cieniu męża, i przeżyła go o trzynaście lat. Nie lubiła pokazywać się publicznie, a jej zdjęcia można podobno policzyć na palcach jednej ręki. Jak choćby to, które prezentuję poniżej wykonane podczas dominowej rozgrywki z mężem, wielkim miłośnikiem tej gry:



piątek, 19 maja 2017

Dokładanie 40 lat temu 19 maja 1977 roku słynny Orient Express wyruszył w swój ostatni regularny kurs na trasie z Paryża do Stambułu. Już w 1889 roku całą podróż o długości 2880 km (przez Monachium, Wiedeń, Budapeszt, Bukareszt) można było odbyć bez przesiadki z zawrotną (jak na te czasy) szybkość 80 km/h w czasie 67 godzin. Był to jedyny środek transportu bezpośrednio łączący dwa krańce Europy – wschód i zachód. Do dyspozycji podróżnych były ekskluzywne wagony sypialne i wagon restauracyjny słynący ze swej wyszukanej kuchni. Całości towarzyszył lanserski szyk pełen komfortu i bogactwa. Sprawiało to, że pociągiem podróżowali arystokraci, dyplomaci i ludzie biznesu. Nawet Hercules Poirot miejscówkę w Orient Expressie zawdzięczał znajomości z dyrektorem tej linii kolejowej. Nic dziwnego skoro swoją legendarną podróż słynny detektyw odbył w złotych latach tego pociągu. Podobno obecnie jest możliwa podróż prawie oryginalną trasą Orient-Expressu na trasie Paryża-Stambułu ale trwa trwa 6 dni i kosztuje od 7.130 EUR za osobę. Lot samolotem trwa 3 i pół godziny i kosztuje 200-300 EUR.

10 lat temu odbyłem najdłuższą podróż kolejową w moim życiu: tam i z powrotem do Rosji z przesiadką w Moskwie. Część trasy po pierwotnej trasie kolei transsyberyjskiej przebyłem w wagonie kupiejnym z 4-osobowymi przedziałami, gdzie prycze ułożone są na dwóch poziomach naprzeciw siebie, zaś a pod oknem znajduje się stolik idealny na dominową rozgrywkę, który z górnego legowiska może wyglądać tak:

Tagi: domino stolik
12:41, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 maja 2017

Długa podróż to wyzwanie: jak zapełnić czas podróży lub oczekiwania na dworcu czy lotnisku? Ja boję się latać więc raczej nie potrafiłbym jak prawdziwi wojownicy w czasie lotu zagrać sensownej partyjki w domino. Ale bez trudu potrafią to uczynić nieustraszeni amerykańscy generałowie w surowych wnętrzach transportowca lub zawodowi koszykarze z NBA w luksusowej salonce odrzutowca:



A może gra w domino to remedium na aerodromofobię?!

22:18, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 maja 2017

Kończy się kolejna deszczowy majówka. Idealna pogoda na partyjkę w barze ale raczej nie na domino pod parasolem w ogródku piwnym. Kiedyś parasol jako drogi gadżet był atrybutem władzy i pozycji. Jasna skóra była oznaką szlachetności więc dobrze urodzona dama w kapeluszu dodatkowo chroniła skórę przed słońcem za pomocą parasolki. Opalenizna była oznaką przynależności do niskiego stanu, zarezerwowaną dla odzianej w chustkę chłopki lub służącej. Parasol przeciwdeszczowy, podobnie jak domino, przywędrował z Chin za sprawą pewnego franciszkanina, który był tam w misji dyplomatycznej z polecenia papieża. Na Karaibach paraguas (czyli parasol) używa się zarówno „na słońce” (para sol)  jak i „na wodę” (para agua). Właśnie zaczyna się tam pora deszczowa więc zapewne przyda się on prawdziwym dominowym twardzielom z San Juan:

10:08, domino-gry , stoliki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2017

Poczta elektroniczna nie wymaga użycia znaczków pocztowych. W czasach „Sklepów cynamonowych“ i „Sanatorium pod Klepsydrą“ zgromadzone w markownikach były ambasadorami krajów, archipelagów, wysp. Z nabożną czcią odklejane nad parą od kopert przełamywały dogmat, że świat jest „ograniczony Franciszkiem Józefem I“ a „wszystko inne jest urojeniem, dziką pretensją i uzurpacją“ udowodniając, że jednak „świat jest nieprzeliczony“. Znalazłem znaczek pocztowy z Mayotte (AD 2004) z egzotyczną parą grającą w domino. Majotta to wyspa w archipelagu Komorów gdzieś pomiędzy Madagaskarem a Mozambikiem. Od 2014 roku jako francuska dependencja posiada status regionu najbardziej oddalonego w Unii Europejskie, i stała się tylnym wejściem do Europu dla nielegalnych emigrantów. Jej byt uzależniony jest od francuskich (i unijnych) subwencji bo nie rozwinął się tam przemysł turystyczny, będący jedyną sensowną alternatywą ekonomicznej niezależności dla tak rajskich lokalizacji. Poza emigrantami przybywają więc tam tylko hardkorowi turyści, ekspaci oraz misjonarze. Bywają wśród nich również Polacy. Najbardziej zaskoczyła mnie relacja pewnej Polki, która mieszkała tam dwa lata! Domino przywlekli tam zapewne Francuzi, którzy w XIX wieku, gdy gra była mega popularna w Europie, zajęli całe Komory. W tym samym czasie znaczek pocztowy stał się powszechną formą opłaty za usługę pocztową. 

piątek, 07 kwietnia 2017

zagrałbym w domino (może z widokiem na morze) zamiast siedzieć w pracy, zrobić pranie, poodkurzać, pójść do dentysty, pouczyć się hiszpańskiego, oczekiwać w kolejce u lekarza, wyczyścić akwarium, wynieść śmieci, załatwić coś w urzędzie, być zmuszonym słuchać diskopolo, uprawiać dżoging, posprzątać stół w kuchni, poćwiczyć na siłowni, napełniać zmywarkę, iść do galerii handlowej na zakupy…
ale każdy ma swój krzyż
więc alleluja i do przodu, bracia w czilałcie!

sobota, 01 kwietnia 2017

Jeżeli nie wybrałeś jeszcze destylacji destynacji na majowy łikend to polecam San Escobar. Ta skromnie wciśnięta gdzieś między Meksykiem i Gwatemalą na wybrzeżu Morza Karaibskiego kolejna dominowa republika uwiedzie każdego turystę. Tak twierdzi autor niewydanego jeszcze przewodnika, który niedawno dostałem do recenzji. Jest to wybitny znawca Karaibów, autor przewodnika: „Dominikana” (Wydawnictwo Pascal, „Złota Seria”, I wyd. Październik 2014), który przez 10 lat prowadził bloga „Karaiby i inne rewiry” (obecnie: Caribeya.pl) oraz współtwórca i współwłaściciel firmy importującej rękodzieło z Karaibów i Ameryki Łacińskiej. Poleca on aby nie ograniczyć się tylko do zwiedzenia Santo Subito z kolonialną starówką czy też odpoczynku na rajskiej plaży Esperal. Warto wjechać zabytkowym funicularem na jedno ze wzgórz Pan Con Tomate skąd na stolicą spoziera gigantyczny św. Sebastian – patrona miasta. Należy też odwiedzić klimatyczne Tulis Manorę, urocze San Daos i Pas Manterię, zobaczyć Pati Sony w El Tamburino, wciągnąć atmosferę Los Jabolos i Los Samogonos na północ od Bimbero Grande. Prawdziwy dominowy aficionado powinien odwiedzić nieco szemraną dzielnicę Carne Gole na przedmieściach Audiovideo. Mniej ekstremalny gracz wybierze raczej wieczorną partyjkę o zachodzie słońca przy plaży Esperal znanej z powieści „DecoMorreno” wybitnego sanescobarskiego pisarza Cacao (wyd. Extra Ciemne):

niedziela, 26 marca 2017

Nie dziwi mnie, że syn Jacka Kuronia został kucharzem. Ale nawet gdy uprawia się apolityczny zawód jako osobowość telewizyjna trzeba nadal pamiętać, że nie kąsa się ręki, która karmi. W czasach komuny zapomniał o tym słynny „Wicherek“, z pozoru neutralny zapowiadacz pogody, i jego słynna fraza o tym, że „wiatr ze wschodu nie przynosi nic dobrego“ zakończyła jego medialną karierę. Obecnie poszalał w tym względzie słynny, krakowski krojczy cebuli. Zaczynając jako piewca rodzimej kuchni z ewentualną nutą obcej jednakże słowiańskiej okrasy idealnie wpisywał się w model telewizji narodowej. Ale gdy w kupowanych z abonamentu programach zaczął prezentować zapodawać zamorskie podróże kulinarne to wzbudziło to słuszną zazdrość, że za pieniądze oglądaczy urządza sobie hedonistyczne wojaże. Następnym krokiem zadufanego w swą bezkarność celebryty były niepochlebne wypowiedzi na temat jedynej, słusznej telewizorni. Może to forma dziwnej autopromocji nie mniej jednak mnie, który hejterstwo i nienawiść do jednostek wybijających się odziedziczyłem po polskich przodkach, oburzył fakt, że ten niby-kucharz podczas pobytu na Kubie zamiast gotować pogrywał sobie w domino, zapewne uprawiając hazard! O czym uniżenie donoszę a jako dowód prezentuję ten chałupniczo wykonany kadr z ekranu:

ps.
„Wicherek“ mylił się co do wiatru z wschodu: to w Moskwie powstał słynny łind of czeńcz, którego podmuch obalił mur w Berlinie

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36